Lemire najpierw wciąga czytelników, by w końcu ich wyzwolić. Myślę, że dobrze się stało, iż Milenę Agus poznaliśmy najpierw jako autorkę „Bólu kamieni”. Jej debiutancka książka już tak bardzo nie porywa, nie ma w sobie tej delikatności i subtelności, którą odnaleźć można na kartach wydanej przed rokiem przez W. Owszem, włoska pisarka nadal sugestywnie opisuje realia życia w Sardynii, nadal jest wyczulona na emocjonalne niuanse i nadal sprawnie buduje napięcie, opowiadając o uczuciach.
który jest surowy i którego należy się bać. Do takiej wizji Boga odnosi się przede wszystkim rozmiłowany w Piśmie Świętym ojciec bohaterki. Bóg matki i Bóg ciotki to już zupełnie ktoś inny. Stoi z boku, dobrotliwie się uśmiecha i… obserwuje sposoby radzenia sobie z życiem tych, którzy nie zawsze ciężar tego życia mogą unieść. Jest także Bóg-przyjaciel, Bóg-pocieszyciel i Bóg-obrońca. On wydaje się być stale obecny w życiu młodej dziewczyny,
i stylistyce mają ze sobą wiele wspólnego. Książka Valente ma strukturę opowieści szkatułkowej. Główna narratorka – tytułowa sierota – opowiada księciu historie, w ramach których bohaterowie również przekazują sobie opowieści. Czasem złożoność takiej narracyjnej matrioszki sięga dobrych kilku warstw, które wzajemnie się przenikają i zazębiają. To, co początkowo wydaje się serią niepowiązanych gawęd, z czasem zaczyna krystalizować się w jedną spójną całość. Rozsypane na wielu poziomach (a
nieudanych prób odnalezienia szczęścia przez Sardyńczyków. To nie tylko rodzinna opowieść. To przede wszystkim powieść o mieszkańcach Sardynii. Ludziach, wobec których autorka potrafi być ironiczna. Sardyńczycy nie grzeszą odwagą i nie mają odwagi także wszyscy bohaterowie tej książki, bo tak naprawdę tylko ciotka bohaterki potrafi dzielnie powalczyć o własne szczęście i to jej wyrazistość oraz determinacja tak imponują osiemnastolatce. „Póki rekin śpi” to także
z klasycznych motywów, wplatając je w zupełnie nieoczekiwanych momentach. Ostatni element, który chyba w największym stopniu buduje w umyśle czytelnika orientalne skojarzenia, jest styl Valente. Amerykańska autorka stosuje iście wschodnie porównania i metafory; bogate, wielopiętrowe, niespotykane w naszej kulturze. Robi to ze smakiem, dzięki czemu nawet przez moment nie ociera się o kicz. Szczególnie wyraźne jest to na początku książki, później czytelnik się przyzwyczaja. Niemniej jednak wystarczy choć
ma prawa się sprzedać". A jednak się sprzedało a Możdżer jest jednym z niewielu polskich jazzmanów rozpoznawalnych na ulicy przez niby niewyrobionych słuchaczy. I ufać w ich poczucie smaku. Nawet jeśli tylko pokazujemy własne zdjęcia z wakacji, starajmy się podejść do odbiorców z całym szacunkiem na jaki zasługują. Dzięki temu z pewnością nawiążemy z nimi bliższy kontakt. Sukces - nawet najtrudniejszych prac - zależy przecież jedynie od przygotowania widzów. Starać muszą się obie strony. Jeśli
poglądy trafiają w średnią statystyczną. Z tego faktu zdały sobie chyba w ostatnim czasie sprawę osoby decydujące o programie kulturalnym. W Dużym Formacie Orliński doskonale trafił ostatnio w kwestie formatowania opartego o badania targetu. Dzięki temu można już trafić w radio na muzykę odstającą nieco od zamiłowań trzynastolatki w białych kozakach. Byłem ostatnio świadkiem interesującej dyskusji. W jednym z wydawnictw fotograficznych zastanawiano się nad projektem okładki nowej książki fotograficznej.
Żadna z nich nie potrafi odnaleźć swojego miejsca na współczesnej mapie wydarzeń kulturalnych. Jeden z włoskich designerów pytany kiedyś o jego sposób na projektowanie mebli odpowiedział, że projektuje rzeczy, które podobają się jemu samemu. Bo jeśli trafiają w jego konkretny gust to jest szansa, że spodobają się jeszcze komuś. Gdyby zaś (do czego namawiają go księgowi) projektował rzeczy trafiające w gust przeciętny gust - skończyłoby się to katastrofą. Nie ma bowiem na świecie ani jednej osoby, której
Lemire najpierw wciąga czytelników, by w końcu ich wyzwolić. Myślę, że dobrze się stało, iż Milenę Agus poznaliśmy najpierw jako autorkę „Bólu kamieni”. Jej debiutancka książka już tak bardzo nie porywa, nie ma w sobie tej delikatności i subtelności, którą odnaleźć można na kartach wydanej przed rokiem przez W. Owszem, włoska pisarka nadal sugestywnie opisuje realia życia w Sardynii, nadal jest wyczulona na emocjonalne niuanse i nadal sprawnie buduje napięcie, opowiadając o uczuciach.